Assassin’s Creed Shadows — RECENZJA GRY. Gwóźdź czy łom do trumny serii?
Seria Assassin’s Creed od lat balansuje między wiernością swoim korzeniom a nieustannymi zmianami w formule rozgrywki. Po kilku przesunięciach daty premiery Assassin’s Creed Shadows w końcu trafia do graczy. Czy Ubisoft tchnął nowe życie w serię, przenosząc ją do feudalnej Japonii? A może to tylko dobrze znana formuła w nowym opakowaniu?
Nie czekałam na ten tytuł z entuzjazmem — Valhalla skradła mi serce, Mirage je złamało, a Star Wars Outlaws pozostawiło mieszane uczucia. Wiele lat temu usłyszałam teorię, że osadzenie serii Assassin’s Creed w Japonii byłoby pójściem na łatwiznę. Czy rzeczywiście tak się stało? Przetestujmy wersję gry na PlayStation 5, w której spędziłam 50 godzin, zgłębiając główny wątek fabularny w trybie jakości.
Fabuła i bohaterowie
Z punktu widzenia serii Assassin’s Creed Shadows rozgrywa się po wydarzeniach znanych z Assassin’s Creed: Revelation i animacji Assassin’s Creed: Embers oraz Assassin’s Creed Chronicles: China. Gra przenosi nas do Japonii roku 1579, czasów panowania Ody Nobunagi. Młoda shinobi Naoe, wymyślona na potrzeby gry córka Fujibayashiego Nagatoi, oraz legendarny czarnoskóry samuraj Yasuke stają się osią wydarzeń.
Ich losy splatają się w opowieści o honorze, zdradzie i poszukiwaniu sprawiedliwości. Różnice między nimi są widoczne na każdym kroku — Naoe to cień poruszający się w mroku, Yasuke to mistrz w walce. Kontrast ich stylów walki i podejścia do misji sprawia, że rozgrywka jest różnorodna i daje satysfakcję.
Rozgrywka i mechaniki
Od pierwszych minut widać, że Assassin’s Creed Shadows to solidna produkcja, choć nie rewolucyjna. Wprowadzono kilka istotnych usprawnień względem Valhalli, ale nie jest to jeszcze pełnoprawna gra godna nowej generacji konsol. Misje mają nową formę organizacji — główne i poboczne cele zgrupowano na jednym ekranie, a zwiadowcy pomagają w ich odnajdywaniu. Mapy jednak wymagają dopracowania, a błędy w tłumaczeniach lokacji potrafią skutecznie wprowadzić w błąd.
Jazda konna to temat, który budzi mieszane uczucia. Koń porusza się realistycznie, ale nie posiada opcji automatycznego podążania po trasie, co wydłuża podróże. Blokowanie się zwierzęcia na przeszkodach, a jednocześnie jego zdolność do pływania w pełnym rynsztunku Yasuke, potrafią wywołać uśmiech niedowierzania. To jeden z tych elementów, które Ubisoft powinien jeszcze dopracować.
Eksploracja i walka to zdecydowane mocne strony gry. Starcia są bardziej wymagające niż w poprzednich odsłonach — przeciwnicy posiadają zróżnicowaną sztuczną inteligencję, a system walki wymaga dobrego wyczucia rytmu ataków i kontr. Skrytobójstwa są skuteczne, ale nie zawsze wystarczają do eliminacji wrogów na wyższych poziomach trudności. Niestety, brak zablokowanej kamery na przeciwnikach bywa frustrujący, szczególnie w bardziej dynamicznych starciach.
Problemy techniczne i oprawa audiowizualna
Ubisoft nie ustrzegł się błędów. Wrogowie potrafią przeżyć ciosy, które powinny ich eliminować na miejscu, świat gry jest usłany świecami nawet w najmniej spodziewanych miejscach, a zdarzają się również crashe wyrzucające do menu konsoli. Grafika robi dobre wrażenie, zwłaszcza w przerywnikach filmowych, ale w trakcie rozgrywki na PlayStation 5 w trybie jakości zdarzają się wolno ładujące się tekstury oraz momenty, gdy mimika postaci nie nadąża za dialogami.
Pod względem audio gra wypada świetnie. Muzyka to ciekawe połączenie rocka, elektroniki i tradycyjnych japońskich brzmień, które doskonale budują klimat. Japoński dubbing brzmi najbardziej autentycznie, choć dla graczy z Europy angielska wersja będzie bardziej przystępna.
Czy to jeszcze Assassin’s Creed?
Fani serii znajdą tu znajome mechaniki. Wzrok orła i synchronizacja nadal są obecne, ale gra kładzie większy nacisk na rozwój postaci i zarządzanie zasobami. Rozwój bohaterów wymaga nie tylko zdobywania surowców, ale także punktów wiedzy, które przekładają się na nowe umiejętności. Może to być nużące dla tych, którzy liczyli na bardziej klasyczne podejście do progresji postaci.
Podsumowanie
Assassin’s Creed Shadows to dość solidna odsłona serii, która wnosi powiew świeżości dzięki klimatowi feudalnej Japonii i zróżnicowanym bohaterom. Jednak wciąż nie jest to rewolucja, na którą wielu czekało. Gra wciąga, ale momentami irytuje drobnymi błędami i powtarzalnymi mechanikami. Jeśli lubicie serię i macie ochotę na przygodę w Kraju Kwitnącej Wiśni, warto spróbować. Ale jeśli liczyliście na nową jakość, możecie poczuć niedosyt. A jeśli czekacie na więcej ciekawostek i potencjalnych spoilerów, to tuż po oficjalnej premierze gry 20 marca planujemy opublikować obszerną recenzję na naszym kanale YouTube!
Opublikuj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.